Wydawać by się mogło, że nauczanie historii, zwłaszcza w szkołach podstawowych i gimnazjach nie nastręcza trudności, lecz ilekroć mowa o tym przedmiocie w telewizji, między nauczycielami oraz między uczniami, widać że nie jest to tak proste, jak powinno. Przede wszystkim coraz częściej pojawiają się pytania odnośnie programu i tego, co powinno być w nim zawarte. Tradycyjnie historię wykłada się od czasów starożytnych, przede wszystkim od Grecji i Rzymu, a następnie przeprowadza przez wszystkie lata, z naciskiem na historię Polski oraz ważne wydarzenia europejskie i światowe. Chociaż programy szkolne mówią o dojściu z przekazywaniem wiedzy, aż do lat 80-tych XX wieku, w praktyce historia kończy się na 1945 roku. Większość uczniów – dotyczy to tak obecnych uczniów, jak starszych pokoleń – ma niewielkie pojęcie o tym, co zdarzyło się później. Są w stanie wymienić kilka najważniejszych wydarzeń i tyle. Z tego braku rodzi się niezrozumienie współczesnej sytuacji kraju. Znawcy przedmiotu, nauczyciele, jak i wykładowcy akademiccy od lat mówią, że najlepiej byłoby oddzielić ostatnie 50 lat od nauki historii tworząc przedmiot o nazwie: wiedza o współczesności.